Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Żyje wśród nas

Antoni żyje wśród nas

Święci w tym mglistym miejscu świecą niczym gwiazdy na firmamencie. Podobnie jak buty chronią stopy, tak samo przykład świętych chroni naszą duszę, umożliwiając nam odepchnięcie podszeptów diabła i pokus świata. Św. Antoni

Wśród całej plejady świętych, jacy przewinęli się przez wieki, patron naszej parafii jest postacią szczególną i wyjątkową. Trudno słowami określić tę odmienność św. Antoniego od innych, nawet wielkich postaci Kościoła Katolickiego, bo to się po prostu czuje i nie da się tak łatwo opisać. Odnosi się równocześnie wrażenie,
że On ciągle żyje wśród nas, że pomimo upływu tylu stuleci Jego działalność nie osłabła, a wręcz przeciwnie przybrała na sile i rozszerzyła się na cały chrześcijański świat. Jego czciciele: ci stali i wierni, a także ci od święta, będący w doraźnej potrzebie, przeprowadzają z Nim swoisty dialog. Chociaż nie słyszymy Jego głosu,
to odczuwamy troskliwą dobroć Tego Cudotwórcy, który pochyla się nad każdym potrzebującym, przenikając nas przy tym swą radosną wiarą, silną nadzieją
i niegasnącą miłością. To wrażenie Jego nie tylko duchowej, ale nawet prawie fizycznej obecności pośród nas jest jakąś Boską tajemnicą, której nie jesteśmy
w stanie rozszyfrować. Zresztą nie jest nam to potrzebne i powinniśmy jedynie Bogu dziękować za dar świętego, z którym mamy żywy kontakt.
Ty bądź mi ojcem, bratem przyjacielem,
Ty przewodnikiem i nauczycielem,
Niech się nie lękam; pewny Twej opieki,
Niech idę śmiało w świat Boży, daleki.

Kiedy dane nam jest mieć takiego przewodnika, który oświetla nam drogę ku Bogu, trzeba pozbyć się trwogi i śmiało podążać za światłem Jego przykładu. Całe życie Antoniego, Jego nauki i przestrogi to drogowskaz, którym mamy się kierować. Kiedy uśmiechają ci się ziemskie przyjemności i dobrobyt, nie daj się nimi oczarować,
nie czerp z nich rozkoszy, wchodzą one w nas bowiem łagodnie, lecz gdy się już znajdą wewnątrz, kąsają nas niczym węże - pisze nasz święty. Świat, w którym
żył i w którym my żyjemy mimo wielkich różnic (epokowych, kulturalnych) miał i ma jednego wspólnego wroga - szatana. Ten jadowity wąż i siewca grzechu, począwszy od Adama i Ewy, aż do dnia dzisiejszego, ani razu nie korzystał z wakacji i wytrwale zdobywa coraz liczniejsze dusze. Efekty działania szatana zauważał św. Antoni
i bardzo był tym zaniepokojony: Jeziorem nędzy i plugawego błota jest świat. Jezioro
to masa wody, która stoi, nie odpływa. Zepsute wody świata to pycha, rozwiązłość, pogoń za pieniądzem; one nigdy nie odpływają, co oznacza, że ich poziom rośnie
z dnia na dzień.

Poziom tego jeziora we współczesności osiąga stan alarmowy i tak jak wówczas zasmucał Antoniego, tak dziś Go przeraża. Nie był jednakże bezsilny wobec panoszącego się zła, był bowiem wyposażony w najlepszy oręż, niczym dobry żołnierz, wyruszający na wojnę. Jego bronią w walce dobra ze złem, światła z ciemnością była: ewangeliczna wiedza, zdolność do nauczania, umiejętność przekazywania własnych myśli i uczuć, dar czynienia cudów, a nade wszystko świętość życia. Zdawał sobie bowiem sprawę, że największą mądrością jest wzgardzenie sprawami tego świata i dążenie do Królestwa niebieskiego. Jak u wielu z nas w duszy Antoniego toczyła się zacięta walka, bo będąc u progu wielkiej kariery (mógł zostać wybitnym uczonym, biskupem) miał równocześnie chęć oderwania się od spraw tego świata i być naśladowcą Pana Jezusa:

Twarz tego, kto pochyla się nad mętną i spienioną wodą nie odbije się w niej. Jeśli chcesz, by twarz spoglądającego na ciebie Chrystusa odbiła się w tobie, wyjdź z zamętu rzeczy zewnętrznych, twoja dusza zaś niech się uspokoi. Ostatecznie przywdziewając franciszkański habit, pragnął zostać męczennikiem, bo wydawało Mu się, że w ten sposób najpełniej zrealizuje swoje powołanie. Choroba, która dopadła Go w trakcie Misji w Maroku, całkowicie odmieniła Jego życie. Tam cierpiąc modlił się i rozmyślał, czy dobrze postąpił, by w końcu odkryć jak bardzo małostkowe, niepotrzebne i mało ważne są wszystkie nasze przyziemne sprawy, jak również i my sami. W tym właśnie czasie złożył swoje życie u stóp Opatrzności Bożej, bo z pewnością przekonał się, że Serce człowieka obmyśla drogę lecz Pan utwierdza kroki (Prz. 169). Wracał z Afryki już chyba nie jako brat Antoni, ale jako święty Antoni. Całe Jego życie, chociaż niezbyt długie, ale za to bardzo urozmaicone, obfitowało w liczne zwroty: od rycerza do zakonnika, od pogrążenia się w nauce do wyprawy misyjnej, od życia pustelniczego do burzliwej kariery kaznodziejskiej.

Nie o wszystkim decydował sam, bo gdyby tak było, to z pewnością wybrałby życie w samotności bądź też śmierć męczeńską. Przeznaczone Mu było zostać wprawdzie męczennikiem, ale nie w sensie fizycznym lecz duchowym ku chwale Boga i na nasz pożytek. Jak widzimy nawet najbardziej szczytne i nabożne intencje nie zawsze są zgodne z wolą Bożą. Daje nam tutaj św. Antoni przykład pokory i całkowitego oddania się Opatrzności Bożej. Nam się często wydaje, że to co robimy jest miłe Bogu, że wystarczy nasza pobożność i życie zgodne z dekalogiem. Trzeba jednak przejść przez ogień i wodę, aby dostać się na miejsce ochłody, trzeba medytacji i rozmyślań, trzeba poradzić się naszego Patrona: Czego Bóg tak naprawdę od nas oczekuje? Wszak co Ty zechcesz, to uprosić zdołasz, gdy do Dzieciątka Jezus o to wołasz. Uproś więc spokój mej duszy znękanej, dodaj ochoty boleścią szarpanej.

Uwierzmy, że święty Antoni rzeczywiście żyje wśród nas i ma nam dużo do powiedzenia. Nie pozwólmy, aby znów musiał przemawiać do ryb!

J.Ł.